Partyzanci i „duchy”

Grupa partyzantów wracała z patrolu. Zapadała noc gdy doszli do leśniczówki w której mieli melinę. Rozstawiono straże zajęto się jedzeniem inni zaczęli czyścić broń. Po oporządzeniu wszystkiego każdy wolny szedł spać. Przy broni najdłużej został najstarszy z nich. Siedział przy stole cieszył oczy nowo zdobytym niemieckim pistoletem. Było już ciemno gdy niespodziewanie usłyszał że w szybę ktoś zapukał. Ostrożnie schował broń i wyszedł na dwór. Czuć było jeszcze ciepło upalnego dnia, ale w koło nikogo nie było. Wrócił więc do stołu i po pewnym czasie znów ktoś zapukał. Zdziwiony i zaskoczony tym znów wyszedł ale i tym razem nikogo nie było. Gdy trzeci raz się to powtórzyło nie wytrzymał nerwowo i strzelił w okno. Hałas postawił wszystkich na nogi. Sprawdzili teren w okół leśniczówki i nikogo i niczego podejrzanego nie znaleźli. Nikt tez nie potwierdził że stukał. Za to gdy przyszedł starszy leśniczy ten im kazał umilknąć i wsłuchać się w ciszę. W ciszy co pewien czas słychać było stuki rozsychającego się starego drewna z którego leśniczówka była zbudowana i to właśnie napędziło strachu.

print