Archivio Giornaliero: 17 czerwca 2015

Powstańcza broń na Św Krzyżu

Powstanie Styczniowe dogasało już, po drogach i wsiach buszowali Kozacy w poszukiwaniu pojedynczych czy mniejszych grup powstańców. Te oddziały które jeszcze przetrwały rozwiązywały się, broń zakopywano i każdy szedł w swoją stronę. Jeden z takich oddziałów dotarł do klasztoru na Św Krzyżu. Tam odpoczęli chwilę a potem dowódca ich zebrał wszystkich i powiedział ze dalsza walka jest już nie możliwa. Oddział zostaje rozwiązany. Z kasy oddziału każdy dostaje co mu się należy a resztę i broń niemal całą należy schować tak by Rosjanie nie odnaleźli. Przy sobie można było zostawić po jednej sztuce broni jaką się używało do obrony własnej podczas wracania do domów. Po tym dowódca czule pożegnał się z każdym z osobna i przystąpiono do rozbrojenia. Broni było sporo bo po każdej walce w miarę możliwości zbierano co się dało a mieli tez broń zdobyczną. Na schowek wykorzystano starą studnię klasztorną. Na sznurze spuszczono do niej część zebranej broni a tą zasypano gruzem. Resztę broni schowano w innej studni poza murami klasztoru gdzieś przy ścieżce wsi Jeziorko. Tą studnię całkiem zasypano i zarównano. Po schowaniu broni i reszty kasy każdy poszedł w swoją stronę, w nie pewny los. Po ostatecznym upadku powstania władze zlikwidowały klasztor a więzienie dla duchownych które tam było zamieniono na ogólne ciężkie więzienie. Likwidując klasztor do studni dosypano gruzu i ziemi. Po czasie dopiero zrozumiano błąd i zaczęto siłami więźniów odkopywanie studni. Prace szły bardzo opieszale i zrezygnowano z dalszych prac. Wodę dowożono beczkowozem. Tak trwało to lata aż po 1918 r więzienie przejęła Polska władza. Dalej wożono wodę w beczkach ale któregoś dnia komendantem więzienia został Mieczysław Butwiłłowicz. Ten nakazał wznowić prace nad kopaniem studni. Po dłuższym czasie kopania natrafiono na schowaną broń. Wydobyta broń była już przestarzałą ale część nadająca się do walki a poza tym już wtedy traktowana jak zabytek lub relikwie. Zorientowano się ze to pamiątka po powstańcach i kilka sztuk zabrali dla siebie strażnicy a resztę jako kolekcję zatrzymał komendant więzienia. Gdy wybuchła wojna całe więzienie ewakuowano na wschód. Z załogą wiezienia wyjechał i sam Butwiłłowicz zabierając swój dobytek. Co się dalej z bronią stało nie wiadomo. Drugiej studni szukali poszukiwacze ale nie znaleźli nawet jej śladów.