Archivio Giornaliero: 4 października 2016

Szkielet

Chłopiec szukał pracy bez skutku przez cały dzień. Gdy zapadła noc, był daleko od domu. Zdecydował się przeczekać noc w starym, opuszczonym domu. Zaraz po położeniu się, zasnął. Nagle obudził go głuchy huk na dachu. Serce mu waliło, ale podniósł się i zapalił świeczkę. Usłyszał czyjś głos: „Spadam!”

Szybko odsunął się i w miejscu gdzie lezał, spadł szkielet ręki. Znów usłyszał „Spadam!” i kolejny szkielet ręki spadł w tym samym miejscu. Później noga, klatka piersiowa i druga noga. Zanim mógł policzyć do dziesięciu, cały szkielet stał przed nim i złowrogo się krzywił.

Chłopiec podniósł głowę i również się skrzywił, by nie pokazać swego strachu. Szkielet był zadowolony z postawy chłopca i powiedział „Jesteś odważny, synu. Czy masz tyle odwagi, by się zmierzyć ze mną w zapasach?”

Chłopiec był przerażony, ale nie chciał wyjść na tchórza. Walczyli zaciekle, po całym pomieszczeniu. Przypomniawszy sobie sztuczkę, której nauczył go starszy brat, chłopiec nagle rzucił szkielet na podłogę.

„Wygrałeś!” powiedział szkielet, „Taka odwaga zasługuje na nagrodę. Chodź, dam Ci mój skarb”

Chłopiec był zaskoczony. Cóż to mógł być za skarb?

„Weź mnie i zanieś na plecach do następnego pokoju” powiedział szkielet. „Pamiętaj, weź swoją świeczkę.” Chłopiec wziął szkielet i włożył na plecy. Wziąwszy swoją świecę, zaniósł szkielet do następnego pokoju. Gdy przechodzili przez drzwi, szkielet zgasił ją.

„Przestań” powiedział poirytowany chłopiec. Szkielet śmiał się szyderczo. Chłopiec znów zapalił świecę, ale szkielet znów ją zgasił. „Zrzucę Cię” zagroził chłopiec. Zapalana świeca była ciągle gaszona.

Chłopiec zrzucił szkielet na podłogę. „Połamię wszystkie Twoje kości!” powiedział. Szkielet był pod wrażeniem i powiedział: „Jesteś odważny i silny. Pozwolę Ci zobaczyć mój skarb.”

Chłopiec zapalił świecę i odwrócił się, by zobaczyć pomieszczenie. Było pełne złota, srebra i klejnotów.

„Chcę byś mi coś obiecał” powiedział szkielet.

Chłopiec z trudem oderwał swój wzrok od kosztowności i spojrzał na szkielet. „Chcę byś mi obiecał, że zbierzesz wszystkich biednych ludzi, jakich spotkasz w ciągu jednego dnia, i każdemu wręczysz worek pieniędzy. Reszta jest Twoja.”

Dobrze byłoby się podzielić z potrzebującymi, pomyślał chłopiec i zgodził się na warunki gospodarza.

Szkielet roześmiał się i zaczął znikać kawałek po kawałku. Najpierw jego głowa, później noga, klatka piersiowa i kolejne części aż cały zniknął Chłopiec zrobił to, o co go poproszono. A gdy skończył swe zadanie, wziął resztę skarbu do swej rodziny, która żyła od tamtej pory wygodnie.