Nieszczęśliwy dom

Stoi przy skrzyżowaniu dróg Chęciny Podzamcze Chęcińskie Małogoszcz w starej części wsi.Pierwszy właściciel zbudował dom dawno temu i jego rodzina z czasem wymarła a reszta się wyprowadziła. Dom przeszedł na własność gminy. Po jakimś czasie wprowadziła się tu rodzina Ślązaków spod Opola, ojciec matka i troje dzieci. Byli to ludzie bardzo we wsi szanowani, lubiani. Ojciec rodziny był bardzo pracowity, złota rączka do każdej pracy. Któregoś dnia odwiedziła ich kobieta chodząca po prośbie i im przepowiedziała że nie pomieszkają tu, że lepiej jakby we wsi inne miejsce znaleźli na mieszkanie. Rodzina nie potraktowała tego poważnie i po kilku dniach średnia córka idąc do szkoły zasłabła, upadła na ziemię a z ust polała się krew. Dziecko półprzytomne z gorączką zawieziono do Chęcin do lekarza a ten zastrzyk i kazał szybko wieźć do szpitala do Kielc. W Kielcach dziecko położono na biurku lekarzowi a ten się tylko oburzył że mu trupa przywieziono. Dziecko trzeba było pogrzebać, ale lekarz z Chęcin ściągnął do ich domu dwie osoby z Kielc które odkażały dom i inne pomieszczenia. Tego dnia rodzina musiała zamieszkać u sąsiadów. Kilka dni po pogrzebie na podwórzu umarł syn. Tego nie zdążono zawieźć do lekarzy. Pochowano w Chęcinach. Minęło kilka dni i któregoś wieczoru najmłodsza córka w kołysce zaczęła płakać. Nie dawali rodzice rady dziecko uspokoić ale w końcu się udało. Jak tylko ucichło drzwi domu się otwarły weszła kobieta na czarno ubrana z zakrytą twarzą. Obeszła kołyskę dookoła i wyszła zamykając drzwi. Ojciec za nią a matka do dziecka. Kobiety nie ma a w kołysce trup. Rodzice oszaleli z rozpaczy i martwe dziecko zawieźli do Chęcin ale lekarz powiedział że nic już nie poradzi. Miesiąc później umarła matka a po niej ojciec. Dom został pusty i nikt tu mieszkać nie chciał. Po długim czasie wprowadziła się tu rodzina W. która nie miała swych dzieci i adoptowali dwoje sierot. Ludzie tej rodziny byli też mile widziani ale dziećmi zajmować się nie umieli. Dzieci chorowały, nie były zbyt dobrze traktowane aż któregoś dnia ktoś zabił jedno z dzieci. Mimo wszelkich poszukiwań i śledztw nie udało się ustalić kto to zrobił, podejrzewano że zrobił to ktoś z rodziny zastępczej ale przekonano się że nie. Mimo wszystko drugie dziecko zabrano rodzinie i dwoje ludzi mieszkało samotnie. Jak dawali rade tam wytrzymać. Gdy byli już mało zaradni ze starości babcia moja chodziła im tam gotować. Często było słychać w pustych pokojach płacze krzyki a przecież nikogo nie było. Ktoś drwa z pieca zrzucał, coś głośno łomotało w podłogę. Nie pomogło wyświecenie domu ani egzorcyzmy, co dzień coś się działo coś nowego, raz widziano trzy osoby które zniknęły koło pobliskiego mostku. Jak długo to trwało trudno powiedzieć. Starsi ludzie tam mieszkający umarli, Babcia nie chodziła tam więcej a dom stał wiele lat nie ruszany i nie niszczał mimo że nie remontowany. Po wielu latach znów były próby zamieszkania tam ale nic z tego, wszyscy uciekali. Wewnątrz domu byłem raz na stypie rodzinnej. Poszliśmy tam w kilka osób. Dom od dawna nie odwiedzany, wszystkie drzwi zamknięte. Gdy wszyscy zasiedli do herbaty i ciasta co pewien czas zaczęły się same drzwi otwierać. Drzwi ciężkie były, z trudem dało się zamknąć a same się otwierały bez żadnych wstrząsów ani przeciągów. Od pewnego czasu dom znów jest zamieszkany i częściowo otynkowany.

print