Statki Świętokrzyskie – Kielce (II)

Statki od chyba początków żeglugi obdarzano różnymi nazwami. Każdy nosił jakieś imię podobnie jak ludzie, w końcu statek miał mieć soją duszę. W Historii polskiej floty handlowej zdarzyło się kilka statków noszących nazwy miast, rzek z regionu Świętokrzyskiego lub noszące nazwiska osób związanych z tym regionem.

Statek Kielce. Drugi o tej nazwie, zbudowany w Niemczech we Flensburgu w 1939 r Miał 88,4 m długości maszyna parowa z jedną śrubą dawała do 12 węzłów prędkości przy mocy maszyny 1600 KM. Pojemność 2312 BRT. Pod Niemiecką banderą pływał jako Emilie Sauber Należał do armatora Sauber & Co. Przez okres wojny pływał z ładunkiem rudy ze Szwecji i Norwegii do Niemiec. W 1945 statek posłużył do ewakuacji uciekających przed Armią Czerwoną. Płynąc z uchodźcami do Niemiec statek zaatakowany został koło Helu przez rosyjski samolot. Bomba lotnicza trafiła statek w trzecią ładownię w tłoczących się uciekinierami. Wybuch zmasakrował stłoczonych w ładowni i spowodował poważne uszkodzenia tak że statek zaczął tonąć. Dowódca statku chcąc uratować jak najwięcej z pośród 4000 zabranych osób, skierował statek na płycizny licząc że uda się statek wyrzucić na brzeg. Do brzegu nie dopłynął, statek zbyt szybko nabierał wody i zatonął na płytkich wodach. Z morza wystawały dźwigi i nadbudówki statku. Nie wiadomo ile osób ocalało, ile zginęło. Po zakończeniu wojny spenetrowano wrak i uznano za nadający się do remontu. Wrak wydobyto, zabezpieczono przed ponownym zatonięciem i zaholowano do Danii gdzie statek przeszedł generalny remont. Po remoncie statek wrócił do Polski do Szczecina który stał się jego portem macierzystym. Od tej pory należał do PŻM pod nazwą Kielce. Pływał do wszystkich krajów Nadbałtyckich oraz do Anglii, Francji wożąc drobnicę. Z powodu wielu niemieckich uchodźców którzy zginęli na pokładzie statku powstała o nim legenda. Zaczęły krążyć pogłoski że po wydobyciu z morza wewnątrz wraku znaleziono wiele szczątków ludzkich. Szczątki gdzieś zabrano ale ładowni w której wybuchła bomba lotnicza nie uprzątnięto dokładnie i po przyjściu statku do Polski znaleziono ludzką czaszkę. Załoga czaszkę schowała i straszono nią każdego nowego przyjętego do załogi marynarza. Taki chrzest nowicjuszy trwał niemal do końca służby statku aż kapitan nakazał pozbyć się czaszki. Wrzucono ją do paleniska pieca. Statek pływał jeszcze do 1975 r, kiedy uznany za zbyt zużyty sprzedano na złom do Danii. Statek popłynął tam o własnych siłach, ale nie miał zamiaru „tanio się oddać”. W czasie jego złomowania nadszedł wielki sztorm, który zerwał z cum uszkodzony palnikami kadłub i zatopił go co spowodowało znaczny wzrost kosztów złomowania. Wrak podniesiono i tego samego roku dokończono złomowania.

 

print