Rozbitek z krążownika Amiral Charner

W czasie I wojny światowej w 1916 r flota francuska zgrupowana w III Eskadrę Morza Śródziemnego blokowały wybrzeża Syrii. Na lądzie toczyły się walki o twierdze Tureckie a od lądu okręty osłaniały desanty i uniemożliwiały zaopatrzenie przeciwnikowi. Wszystko dobrze szło do puki nie pojawiły się U booty. 8 II 1916 we wtorek, koło Bejrutu niemiecki okręt podwodny U21 zauważył francuski stary krążownik Amiral Charner. O godz 6.40 krążownik dostaje torpedą w burtę a ta przeżarta rdzą nie wytrzymuje. Okręt szybko nabiera wody, gasną światła. W labiryncie korytarzy okrętu marynarze gubią się nie mogąc odnaleźć wyjścia. Okręt zanurzył się dziobem pod wodę wystawiając w górę rufę. Część marynarzy która wyszła na pokład skakała do wody w pasach korkowych. Dla większości ich zabrakło, nie zdążono zrzucić większości tratew, nie spuszczono szalup. Kadłub okrętu obrócił się na prawą burtę i położył się na tonących w wodzie rozbitkach wciągając ich pod wodę. Zginęło ponad 300 ludzi. Na powierzchni zostali ocaleli i drewniane szczątki okrętu i dwie tratwy. Jedną z nich podczas tonięcia okrętu nożem odciął z liny marynarz Jozef Cariou. Sam wciągnięty przez wir pod wodę wypłynął pod samą tratwą niemal rozbijając się o nią. Zwołał wszystkich w pobliżu ocalałych i tak trzymając się tratwy rozbitkowie dryfowali. Co jakiś czas ktoś się puszczał tratwy i tonął. Do tego zerwał się wiatr od lądu i zaczął rozbitków spychać w głąb morza. Fale zmywały co słabszych i przy tratwie zostawało coraz mniej osób. Zaniepokojony milczeniem Charnera wzywa do podania pozycji krążownik Jeanne d’ Arc. Nikt nie odpowiada, Początkowo uznano to za awarię radia ale gdy Charner nie odezwał się i drugiego i trzeciego dnia rozpoczęto poszukiwania. A tym czasem tratwa (jedna zatonęła) znoszona była coraz bardziej na zachód. Początkowo rozbitków była ponad setka i 20 przy tratwie ale stopniowo przez 3 dni przy tratwie zostało 14 ludzi. Skazani na słoną wodę, upał i chłód w nocy słabli coraz bardziej i powoli umierali.Amiral-Charner Jeden z rozbitków oszalał, zaczął się rzucać do gardeł. Przewrócił tratwę. Gdy bójka ustała i postawiono tratwę było przy niej 8 ludzi. Następnego dnia po południu nadchodzi burza która zabiera na dno 4 rozbitków. Pozostali uczepieni tratwy przeczekali burzę ale trzej zaczęli pić słoną wodę która dawała im chwilową ulgę a potem zwiększone cierpienia. Od upału i soli skóra zaczęła odchodzić od ciała a ból wywracał im wnętrzności. Dwóch umarło tak w męczarniach a trzeci po zepchnięciu martwych do morza sam wyskoczył i utonął. Na tratwie został sam Jozef Cariou, zaczął modlić się o łaskawą śmierć. Pod wieczór zobaczył mały okręt w dali ale sił już nie miał by go wzywać. Był to patrolowiec Nord Caper. Niestety nie zauważył rozbitka i odpłynął. Cariou wyjął nóż i zaczął dłubać napis w korku – „12 II 1916. Tu zginęło z pragnienie i zimna 13 rozbitków z Amiral Charner. Módlcie się…”. Napisu nie dokończył, zasłabł i zgubił nóż. Stracił przytomność i leżał nie ruchomo obmywany przez fale. Następnego dnia odnalazł go okręt Laborieux. Na jego pokładzie Cariou odzyskał przytomność i poprosił by powiadomić jego żonę we Francji że żyje. Zaraz potem gdy doprowadzono go do lepszego stanu odesłano na admiralski okręt. Był jedynym ocalałym rozbitkiem z krążownika Admiral Charner. Gdy stanął przed dowódcą eskadry ten zapytał Cariou o czym myślał będąc tak długo w morzu. Odpowiedział – „Komendancie, modliłem się przez cały czas”

print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *