O Diobłach

O ile Czarownice zajmowały się pożytecznym zajęciem przeważnie zielarstwem choć nie raz i gusłami które nie zawsze na dobre wychodziły ludziom to Diabły były najczęściej lenie, łaziory nicponie. Bywały nie raz obdarzone talentem artysty lub rzemieślnika ale z lenistwa zaniedbywały swój dar. Diabły były różne jedne szkodziły ludziom i nie raz kolegium płaciły (o ile miały z czego) a były czasem i nie szkodliwe.
Jeden taki pasał byka na łąkach koło Zalesia pod Kielcami. Byk był uwiązany na grubym sznurze, a drugi koniec sznura… zamiast Diabeł go przywiązać do palika albo do drzewa to do swojej ręki. Położył się Diabeł z tym sznurem pod drzewem w cieniu, bo upał był i zdrzemnął się. Byk wielki był silny ale swoją fantazje, marzenia i upodobania też miał. Coś strzeliło mu do głowy pobiegać sobie. No i popędził a za nim uwiązany Diabeł po trawie. Diabeł zamiast uciąć sznur kurczowo go trzymał i próbował go powstrzymać. Wrzeszczał na byka, rzucał nagarniętymi kamieniami, złapał jakąś gałąź i uderzył byka tego zabolało,wystraszył się i rozbrykał się jeszcze bardziej. Byk przebiegł sporo łąk, błot,rzekę Bobrzę, kanał przy fabryce w Białogonie. Zawrócił i jeszcze raz powtórzył trasę przez krzaki szuwary i zatrzymał się na drugim Zalesiu bo się zmęczył. Diabeł umorusany jak Diabeł, wstał o własnych siłach. Ludzie podeszli do niego i mówią że mogły Cię zabić! Cudem ocalałeś! Diabeł na to

– „Pieron sielny ale i jo go nie puścieł!”

b2ap3_thumbnail_Diobe-2.jpegDiobeł z Białogonu. Był chudy jak szczapa, przygarbiony siwy nosił siwą kozia bródkę i jak ktoś go zobaczył nawet go nie znający to na myśl przychodziło tylko jedno określenie – diabeł. Zwykle mówiono Diobeł. Nie miał kilku zębów mówił świętokrzyską gwarą spod Łopuszna. Bardzo lubił tytoń i lada jakie wino ale gdy miał odpowiedni humor. Pracował i mieszkał w Fabryce na Białogonie a znał ja tak dobrze że jak się gdzieś zaszył nie było sposobu go odnaleźć. Nawet ludzie z planami zakładu nie byli w stanie odgadnąć gdzie się mógł podziać. W pracy był sumienny, dbał o porządek jak mało kto. Kierownictwa unikał w miarę możliwości. Lekarzy odwiedzał tylko jak go wygonili przepisami. Sam się leczył. Zmiażdżony palec nożyczkami uciął i nitka zawiązał. Kurzajki obwiązywał miedzianym drutem. Po zaciśnięciu kombinerkami po jakimś czasie wysychały i odpadały same itd. Sposobów miał dużo. Z różnych niebezpieczeństw wychodził cało. To go zasypał piach to masa formierska. Raz przypiekło od pieca innym razem wyziębiło w innych miejscach. Z Diobłem wesoło było
– Diobeł? Zjot byś rosołu?
– Nii zymbów mom.
– A piecono kure byś zjot?
– A jakbyś ta mioł?
I takie gadania częste z Diobłem były.
Później Diobeł się wyprowadził i na pewno żyje dalej gdzie indziej bo ziemskie Diabły w pamięci ludzkiej są nieśmiertelne.

print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *